Wychowanie na 100%
Wywiad z Ewą Kamińską
Z Ewą Kamińską wiceprezydent Miasta Gdańska rozmawia Renata Grochowska.
Renata Grochowska - Pani Prezydent co to jest wychowanie?
Ewa Kamińska: Trudno jest jednym zdaniem odpowiedzieć na takie pytanie. Moim zdaniem wychowanie powinno polegać przede wszystkim na mądrym uczestniczeniu w czyimś rozwoju. Owo uczestniczenie dotyczy przede wszystkim nas jako rodziców wychowujących swoje dzieci, jako nauczycieli wychowujących w szkole, ale dotyczy także nas jako przechodniów na ulicy. Człowiek w każdym momencie swojego życia poza chwilami samotności towarzyszy innym ludziom. To towarzyszenie ma różne powody, różny charakter, ale ono zawsze ma ten aspekt wychowawczy. Ja pewnie się przesadnie na tym koncentruję w życiu i mam skłonność do robienia lekcji wychowawczych przy każdej okazji i wszystkim z którymi mam do czynienia.
Tu mnie Pani zaciekawiła. Jak można wychowywać na ulicy, co to znaczy?
Są rzeczy, których się na ulicy nie robi ze względu na zasady, których przestrzegamy. Niestety nie reagujemy na wiele rzeczy na które powinniśmy zareagować choćby w autobusie czy w tramwaju...
A czy Pani reaguje gdy młodzież na ulicy wyraża się wulgarnie?
Tak. Już mi się to zdarzyło. Przyznam, że było to na tyle szokujące dla tych, którym zwróciłam uwagę, że zdziwieni po prostu zamilkli. Ja nie wiem czy opanowało nas dorosłych jakieś zniechęcenie, czy niewiara, że nasza reakcja może przynieść jakiekolwiek dobre skutki. Po prostu przestajemy reagować. Bywa tak, że ja też nie reaguję, ale to jest bardziej wynikiem mojej wewnętrznej refleksji w której koncentruję się na poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: "dlaczego tak się dzieje?"
Też mam problem: jak zareagować? Pamiętam zdarzenie w Lublinie. Siedzi na ulicy chłopak w wieku około 8 lat i pali papierosa. Pytam: "ile ty masz lat?" a on mi odpowiada: "osiemnaście". Rozbroił mnie tak, że nie wiedziałam jak zareagować. Dziecko tak zdemoralizowane...
...a może niekoniecznie. Ta odpowiedź świadczy, że przynajmniej był świadomy granicy wieku i w sytuacji zagrożenia po prostu palnął, że już tą granicę przekroczył. Sama świadomość, że istnieją pewne granice świadczy o tym, że nie jest jeszcze tragicznie.
Kto dzisiaj wychowuje dzieci? Gdyby tak mogła Pani określić procentowo.
My sobie pewnie bardziej zdajemy sprawę jak te procenty teoretycznie powinny się układać i wiemy, że największa ich ilość ma się znajdować po stronie rodziców. Gdy jednak przychodzi odpowiadać na to pytanie zgodnie z rzeczywistością, to... zdaję sobie sprawę, że odpowiedź jest troszkę przerażająca. Przerażająca w tym sensie, że nie tylko zachwiały się proporcje, że rodzina wychowuje coraz mniej. Niepokój budzi to, że tak naprawdę wyślizgujemy się z tej roli po trosze wszyscy. Oczekując wkładu od innych, bardzo łatwo się usprawiedliwiamy. Natomiast ja myślę, że jako matka powinnam w stu procentach realizować się wychowawczo. Jako nauczyciel w szkole powinnam się również realizować wychowawczo w stu procentach - i wtedy, kiedy tłumaczę równanie i wtedy kiedy karcę dziecko, które dziesiąty raz zapomniało stroju na gimnastykę. Moment uczestniczenia w wychowaniu w który się włączamy jest różny dla każdej z ról, ale każdy z nas w stu procentach jest wychowawcą! Tak bym właśnie myślała o tych procentach.
Wspomniała Pani o istotnej roli szkoły w wychowaniu. Jaka to jest według Pani "idealna szkoła"?
Idealna szkoła, to jest szkoła, która pełniąc swoje funkcje edukacyjne, traktuje je w stu procentach wychowawczo. Jej główną rolą jest oczywiście troska o rozwój edukacyjny dziecka. Natomiast misją, którą realizuje szkoła edukując jest właśnie wychowanie. Idealna szkoła to szkoła pełna nauczycieli, którzy wiedzą, że w każdym momencie są wychowawcami dzieci, które zostały im powierzone pod opiekę. Niezależnie od tego, czy jest się bibliotekarką, świetliczanką czy nauczycielem matematyki. W każdym momencie wychowuję - czy to gdy pełnię dyżur na korytarzu, czy podczas lekcji - nie ma różnicy. To musi być w nas po prostu. Wychowanie to proces ustawiczny. To się wiąże ze sposobem w jaki oddziałujemy na innych. Ja jestem aż do przesady "wychowawcza" wobec podległych mi urzędników. Ale sama też czegoś takiego oczekuję. Potrzebuję działań wychowawczych ze strony innych ludzi i ich szukam. Gdy się zwracam do ekspertów w jakiejś dziedzinie to nie tylko po to, by otrzymać określone kwantum wiedzy, ale też żeby ich słowa miały wpływ na mnie, na moje życie, na mój sposób funkcjonowania. Również na to jaki pożytek z tej wiedzy, którą mi ów człowiek ofiaruje uczynię w swoim życiu. Ja tego potrzebuję i mam takie wrażenie, że na ile to jest możliwe jestem to winna innym.
Czy trzeba uczyć się sztuki wychowywania?
Mnie się wydaje, że nieustająco.
Czy młodzi rodzice są dobrze przygotowani do obowiązku bycia rodzicem?
Myślę, że niewłaściwe jest myślenie o przygotowaniu do bycia rodzicem w kategoriach "przygotowania do zawodu". Przecież nie jest prawdą, że skończenie jakichś szkół daje nam gwarancję dobrego wykonywania pracy przez całe życie. Z rodzicielstwem jest dokładnie tak samo. To prawda, że powinnam wejść w tą rolę z określonym elementarnym przygotowaniem ale równo z rozpoczęciem roli rodzica powinna się obudzić we mnie świadomość "kształcenia ustawicznego". Zmienia się czas w którym przychodzi nam wychowywać dzieci, zmieniają się również one same.
Czy media skłaniają rodziców do refleksji nad własną rolą jako wychowawców? Niedawno słyszałam o kampanii społecznej pod hasłem: "ile minut dziś byłeś rodzicem dla swojego dziecka"?
Zasadniczą wadą naszych mediów jest to, że koncentrują się przede wszystkim na sensacyjnych wydarzeniach i zwykle wydarzeniach złych. Jeszcze żeby sensacją było coś wyjątkowo świetnego, jakaś wyjątkowo przeprowadzona kampania, konferencja, wydarzenie... Tak nie jest. "Medialne" to musi być krwawe, paskudne, obnażające nasze niedomogi, naszą ciemną stronę życia. I to jest straszne, ponieważ utrzymuje nas nieustająco po tej "złej stronie księżyca" - tej ciemnej, pogmatwanej, pełnej splątania wartości i uczuć, niewiedzy, nieradzenia sobie ze sobą. Natomiast bardzo mało pokazuje się rzeczy z tej dobrej strony. Wydają się być niemedialne. A przecież każdego zwyczajnego dnia gdy spoglądamy na siebie, na sąsiadów, na to co ludzie robią, spotykamy się razem w kościele, sklepie, na spektaklu w teatrze, to się nagle okazuje, że z nami wcale tak tragicznie nie jest. Bardzo wielu z nas reaguje cudownie na muzykę, na czyjeś zmartwienie, potrafimy modlić się żarliwie, bo dowiemy się, że coś trudnego się gdzieś wydarzyło... Czyli są w nas ogromne pokłady rzeczy dobrych. Tylko, że jeśli nie sięgamy do nich i nie stawiamy ich sobie przed oczy, to zaczynamy pesymistycznie myśleć o sobie i uczymy się rzeczy niedobrych. To w nas wchodzi.
Przykładem internet, który jest teraz miejscem łatwo dostępnym dla młodych. I tam młody człowiek czyta na pierwszym miejscu: "ojciec pobił 5-miesięczne dziecko"...
Bo sobie wmówiliśmy, ze to jest właśnie medialne.
Znam pewną matkę, która ma piątkę dzieci. Jedno jest na wózku. Jest to kobieta zmęczona ale funkcjonuje. Jest często uśmiechnięta, widzę jak sobie radzi. Wzięła życie w swoje ręce...
...takie jakim została obdarzona...
...niełatwe i sobie radzi.
Myślę, że w samej polityce medialnej nie ma ambicji takiego traktowania tematu, żeby był pogłębiony i wielostronnie zaprezentowany. Media mają inną ambicję: trzeba złapać temat chwytliwy o którym się krzyczy i od razu zrobić o tym audycję. Sama byłam niedawno w takiej sytuacji, że odmówiłam wypowiedzi w mediach. Szanujmy się. Nie mamy "szarpać" rzeczywistości i zdarzeń. Podobnie zresztą jak w wychowaniu. Ważne w nim jest to, że istnieje kierunek do którego ma ono doprowadzić. Wychowanie nie może być okazjonalne, "szarpane" - od zdarzenia do zdarzenia, bo właściwie wtedy przestaje być wychowaniem a staje się zwyczajnym reagowaniem na rzeczywistość. Ja powiedziałam na początku, że wychowanie dla mnie jest uczestniczeniem w życiu dziecka, w życiu każdej osoby z którą dane mi jest być. To uczestniczenie jest czymś o wiele więcej niż tylko prostą reakcją na zachowanie, na zjawisko czy wydarzenie. To zupełnie nie tak. Uczestniczyć to być obok - w świecie tego drugiego człowieka.
Czy może Pani wskazać jakąś osobę znaną z mediów o której można powiedzieć, że jest to człowiek "dobrze wychowany"?
Łatwiej byłoby mi wskazać program, który w takim myśleniu o wychowaniu miał wielkie znaczenie. Był taki program, prowadzony przez dwoje dziennikarzy (Katarzyna Janowska i Piotr Mucharski - przyp. red.), który nazywał się: "Rozmowy na koniec wieku". To były wieczorne rozmowy, prowadzone z rozmaitymi znaczącymi ludźmi. Takie troszkę filozoficzne ale z bardzo różnych dziedzin. Rozmówcami byli i filozofowie i księża i naukowcy - ludzie, którzy z wielką pasją funkcjonowali w jakiejś dziedzinie życia. Może dlatego właśnie to było dla mnie takie bardzo wychowawcze, że polegało na otwarciu drzwi do świata, którym żył dany rozmówca i zaproszeniu mnie do pobycia z nim razem w tym świecie. Dziennikarze zachowywali się w sposób niesłychanie subtelny.
Zatem człowiek kulturalny w mediach to ...
... osoba, która kontaktuje mnie z czymś, z kimś, z jakimś zdarzeniem, jakimś światem, ale nie mówi mi co ja mam myśleć na ten temat, szanuje mnie, pokazuje ciekawe zjawisko, wciąga do rozmowy. Dobry dziennikarz to ten, który nie przeszkadza mi myśleć. Natomiast obecnie dominuje tendencja w której ludzie mediów popisują się swoją nonszalancją, lansują się.
...ani przepis na sukces wychowawczy, w zasadzie już Pani o tym wspomniała...
...o tym "byciu przy". I powiem szczerze, że im jestem starsza tym mniejsze mam poczucie sukcesów wychowawczych. Jeśli mówimy o przepisie na dobre wychowanie to powiem tak: cudownie jest być rodzicem małego dziecka i je wychowywać. Jesteś wtedy w naturalny sposób kimś, kto mu pokazuje życie, pokazuje świat. Dziecko patrzy w ciebie jak w obrazek święty. We wszystkim ci ufa i we wszystko wierzy. Natomiast im bardziej zaczyna żyć swoim światem tym bardziej patrzy na twój świat krytycznie. Poddaje w wątpliwość rozmaite rzeczy. Sprawdza cię. Jest wtedy coraz trudniej. A najtrudniej być teściową (śmiech). A na poważnie: wydaje mi się, że sukces wychowawczy jest bardzo związany z tym na ile umiemy właściwie uczestniczyć w świecie swojego wychowanka.
Na koniec pytanie: czego chciałaby Pani życzyć rodzicom i nauczycielom - mieszkańcom Trójmiasta, Osowej?
Życzliwego bycia razem. To się w głównej mierze opiera na zaufaniu. Brak zaufania psuje nam szukanie dobrych rozstrzygnięć i dobrych rozwiązań. Po prostu sobie nie ufamy. Jesteśmy w stosunku do siebie niesłychanie podejrzliwi. Psujemy sobie w ten sposób właściwie wszystko. Może więc byśmy tak sobie troszkę więcej zaufali? Mieszkamy w tej dzielnicy i to jest nasze miejsce na ziemi. Zamiast się buntować i nieustająco oceniać, spróbujmy uczynić to miejsce przyjaźniejszym. To czasami jest kwestia uśmiechania się do sąsiadów, mówienia sobie dzień dobry. Drobne rzeczy, ale tego właśnie bym życzyła: troszkę więcej zaufania i takiej woli wspólnego bycia razem z którego może wyniknąć dużo rzeczy dobrych.
Dziękuję bardzo za rozmowę
Ewa Kamińska - jest mężatką, ma czworo dzieci i dwoje wnucząt.
Z zawodu psycholog klinicysta. Wieloletnie doświadczenie w pracy medycznej, terapeutycznej oraz na polu aktywności społecznej.
Mieszkanka Gdańska-Osowej.
Od pół roku również Wiceprezydent Gdańska odpowiedzialna za politykę społeczną.
# Inne wywiady
# Aktualności
# Informacje
# Sport
|