Następne pokolenie przejęło pałeczkę
Listy do redakcji
Słoneczna, ciepła, listopadowa sobota. Może to już ostatnie ciepłe dni tej jesieni, która i tak była dla nas bardzo łaskawa?. Kto żyw wyruszył na być może ostatni spacer lasem lub piaszczystą plażą. Ja również wsiadłam na rower (najlepszy przyjaciel każdego emeryta) i dalej, przed siebie. Droga prowadziła w pobliżu stawiku przy ul. Bliżniąt i Kielnieńskiej.
Pamiętamy wszyscy zapewne jak ten stawik wyglądał przed bagrowaniem. Najlepiej rosły tam zużyte opony, stare fotele, plastikowe butelki, tudzież folie po chipsach... Życie biologiczne było w zaniku, kurki wodne i dzikie kaczki dawno nie traktowały tego akwenu jako przyjaznego lokum dla swoich dzieci.
Potem wreszcie nastąpił moment długo wyczekiwany - wjechały koparki i pogłębiarki.
Dziś jest to zupełnie inne miejsce. Zadbana zieleń, ławeczki, elegancki chodniczek wokół. Nawet kaczki chętnie tu przylatują i wylegują się na specjalnych nawodnych platformach a rybki mnożą się bez opamiętania!
Ale nie wszyscy to doceniają. Owszem, korzystają z nowego terenu, ale zachowują się tak jak dawniej - znów wokół stawu walają się worki foliowe po przynęcie porzucone przez wędkarzy, naczynia jednorazowe po grillowanej kiełbasce, mnóstwo butelek i puszek po piwie.
Tym większe było moje zdziwienie, kiedy spostrzegłam najpierw stertki śmieci poskładane na chodniku a dalej kogoś, kto te śmieci wyławiał ze stawiku! Nie mogłam wyjść z podziwu. Młody człowiek pracował chyba już dłuższy czas, bo śmieci wyciągniętych z wody i okolicznych krzaków było już dużo.
Przystanęłam i nawiązała się miła rozmowa. Okazało się , że był to znany w Osowej trener Pan Grębocki, mieszkający parę ulic dalej. Podziwiałam jego determinację i wrażliwość na sprawy naszej małej, osowskiej ojczyzny. Jeżeli dzieci trenujące u P. Grębockiego choć w części przejmą jego podejście do otoczenia, to można być spokojnym o nasze osiedle. A dorośli - no cóż, podobno uczymy się do końca życia
Mieszkam na Osowej już 16 lat. Dziś wiek na to nie pozwala ale w pionierskich czasach, gdy nasz szeregowiec był dopiero zasiedlany - organizowaliśmy akcje wiosennego sprzątania stawu!
Córki robiły ręcznie plakaty informacyjne, zapraszające okolicznych mieszkańców do wzięcia udziału we wspólnym sprzątaniu, mąż załatwiał w spółdzielni mieszkaniowej worki foliowe i samochód do transportu śmieci. Trzonem ekipy byli zwykle mieszkańcy szeregowca przy ul. Feniksa 6-14, ale włączali się także mieszkańcy z sąsiedniego szeregowca, z bloku przy ul. Bliżniąt oraz ze sklepu Pani Schurowskiej. Grupa ta liczyła "w porywach" do 12 osób. Zwykle - ciężarówka była cała wypełniona workami...
Dziś następne pokolenie przejęło pałeczkę. I oby jak najdłużej była ona w akcji. Oby nigdy nie spoczęła na dnie stawiku!
Bogumiła Boros

Segregacja odpadów?
Listy do redakcji
Czy są na terenie Osowy miejsca do gromadzenia odpadów segregowanych?
W rejonie ulic Kwiatkowskiego, Cumowników ostatni taki punkt przy szkole podstawowej został zlikwidowany. Wcześniej kolejne dwa. Nie ma gdzie odnosić plastików, szkła czy makulatury.
J. Pluta

Wylewanie nieczystości z szamb do rowów melioracyjnych
Listy do redakcji
Szanowna redakcjo,
Wiem że temat zaśmiecania środowiska jest zawsze świeży. Proszę natomiast, jeśli możecie, napiszcie artykuł o skutkach nielegalnego wypompowywania szamba na działkę obok. Chodzi mi o skutki ekologiczne, sanitarne nie wspominając o estetycznych oraz konsekwencjach i karach.
A artykuł dedykować proszę właścicielom jednej z posesji przy ul. Seleny.
dziękujemy
Mieszkańcy i Sąsiedzi

Napastliwe teksty
Listy do redakcji
Szanowni Panstwo,
Szanowni Państwo,
Ledwie zdążyłem odetchnąć z ulgą, uwierzywszy, że dostrzegli Państwo wreszcie, jak wątpliwy jest sens zamieszczania w "U NAS tekstów" (para)publicystycznych, kiedy oto uraczony zostałem, wraz z innymi P.T. Czytelnikami, kolejnym listem Pana J. Burzyńskiego (Szamani w cieniu i powyborcze okruchy, nr (321) z 31.10.2011 r.).
Tekst ten - jak zwykle w przypadku wspomnianego Autora - sformułowany napastliwie, z poczuciem zupełnie nieuzasadnionej wyższości wobec mających poglądy odmienne, zawiera treści mocno wprawdzie kontrowersyjne, ale za to głoszone z prawdziwą żarliwością. Żarliwością, każącą wierzyć postronnym, że jedna jest tylko droga zbawienia, i że prowadzi ona wyłącznie przez umiłowaną przez Autora formację polityczną, poza którą najwyraźniej są już tylko wspomniani szamani. Taki, swoją drogą, nic nie znaczący drobiazg: prawie 1/3 elektoratu, która - jak na złość - żadną miarą nie chce zacząć myśleć inaczej, niż chciałby Pan Burzyński.
Cóż, w najmniejszej nawet mierze nie próbuję odmawiać Autorowi prawa posiadania ani głoszenia poglądów najbardziej nawet odbiegających od moich, w tym prawa wielbienia funkcjonującego w kraju od czterech lat układu rządzącego. Chciałbym jednak zapytać, czy jeśli Autor - jak się zdaje - nie dysponuje w tym celu żadną inną trybuną, muszą mu jej dostarczać akurat Państwo? Używając do tego celu sympatycznej, doskonale od lat spełniającej swoje zadania osiedlowej gazety, jaką jest U NAS? Czy hałas walki politycznej musi koniecznie przenosić się na to forum, dzięki któremu wiemy, co nas w Osowie ŁĄCZY (a czasem wspólnie trapi) jako sąsiadów? Czy - jako owi sąsiedzi - mamy ze sobą prowadzić polemiki (może nawet walki) polityczne, które przecież i tak nie przywiodą nas ku temu, byśmy myśleli jednakowo? I czy taka - między innymi - racja ma tkwić u podstaw wydawania przez Państwa gazety?
Wizja twierdzącej odpowiedzi na te pytania nie jest zgoła nęcąca - przynajmniej dla mnie. Sądzę jednak, że Czytelników myślących podobnie, jest znacznie więcej, i to niezależnie od tego jakie reprezentują poglądy polityczne. Wierzę, że czytając U NAS chcą się oni czuć, przede wszystkim, osowskimi SĄSIADAMI, nie zaś wyborcami tej czy innej partii politycznej.
Co pozwala sobie poddać Państwu pod rozwagę
Szczerze oddany
Michał Bank

Odpowiedź na list
Listy do redakcji
Odpowiedź na list do redakcji pt. "Szamani w cieniu i powyborcze okruchy".
Szanowna Redakcjo,
W pierwszej chwili nie miałem zamiaru odpisywać na artykuł pod tym tytułem. Ale ilość sarkastycznych, nieprawdziwych i złośliwych, a wręcz jadowitych insynuacji, zawartych w jego treści, oburzyła mnie do żywego. Myślę, że wielu czytelników ma również podobne odczucie. Chociaż głoszone przez księdza Jerzego Popiełuszkę hasło "Dobrem zło zwyciężaj", to nie można ciągle mówić, że deszcz pada, kiedy plują ci w twarz. W sporcie istnieje zasada "fair play", która nie pozwala szydzić lub poniżać zawodnika, który zajął drugie miejsce, lub schodzi z areny pokonany. W cywilizowanym świecie powinna obowiązywać podobna zasada. Tymczasem artykuł nie ma nic wspólnego z tymi zasadami.
Nie będę polemizował z wszystkimi tezami Autora, bo na to szkoda czasu, ale się czuję sprowokowany do odpowiedzi na niektóre z nich.
Przypomnę tutaj tylko kilka wypowiedzi czołowych polityków PO z niedalekiej przeszłości: "Jaki to snajper, który z 30 metrów nie trafia" (do Prezydenta RP oczywiście); "Wyrżnąć watahę" (czyli opozycję); "Wyginiecie jak dinozaury" itp. To są publiczne wypowiedzi ludzi piastujących najwyższe stanowiska w państwie! Ci najbardziej wpływowi urzędnicy państwowi przyzwalają na zakłamaną propagandę o niespotykanej dotąd agresji wobec opozycji. Monopol w mediach propagujący tylko jedną opcję polityczną, maksymalne ograniczanie wolności słowa, zastraszanie i zwalnianie dziennikarzy, tak zwanych niepoprawnych politycznie, to tylko niektóre metody robienia ludziom wody z mózgu. Nie ma to nic wspólnego z zasadami demokratycznego państwa. Natomiast unika się poważnej i rzeczowej dyskusji na temat rzeczywistej sytuacji w kraju, gospodarki, polityki wewnętrznej i pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Wyprzedaż strategicznych gałęzi gospodarki poważnie zagraża utratą suwerenności naszego kraju. Następuje coraz większe rozwarstwienie społeczeństwa, strefa biedy się powiększa. Hasło "przyjazne państwo" odchodzi w zapomnienie, staje się tematem tabu w tak w publicznych, jak i komercyjnych mediach.
Katastrofa smoleńska odsłoniła słabość naszego państwa. Brak chęci uczciwego wyjaśnienia przyczyn tragedii i mataczenie faktami, ma przykryć nieudolną organizację wizyty Prezydenta RP i polskiej elity politycznej w Katyniu. Ma zamazać, a nawet zdjąć odpowiedzialność z powołanych do tego celu urzędów i kierujących nimi wysokiej rangi urzędników państwowych. Domaganie się prawdy o przyczynach największej katastrofy w dziejach powojennej Polski jest naszym prawem. Niezależnie, czy się mówi o tym w kampanii wyborczej, czy poza nią. Z tego prawa do prawdy będziemy korzystali do czasu ostatecznego wyjaśnienia wszystkich okoliczności.
Mamy także prawo i obowiązek pamiętać i godnie uczcić stratę Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, wybitnych osobistości polskiego życia politycznego, społecznego, kulturalnego, obrońców naszej narodowej historii, przedstawicieli kościołów, jak również naczelnych dowódców polskiego wojska. I nikt nie ma prawa nam w tym przeszkodzić. Nawet prezydent Warszawy, wydając zgodę na organizację prowokacyjnej burdy chuliganów pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu o godzinie 23.00, czyli podczas ustawowej ciszy nocnej!
W polityce zaistniała kuriozalna sytuacja, bo niszcząc opozycyjną partię, walczy się z symbolami, jakimi są "Prawo" i "Sprawiedliwość". Symbole, które znamionują sprawiedliwe, dobrze zorganizowane i zarządzane państwo, przyjazne dla swoich obywateli. Mała frekwencja w wyborach, poniżej 50%, jest jednym ze skutków tej właśnie propagandy. Część wyborców straciła nadzieję na pozytywne zmiany w polityce i nie głosuje, a część zobojętniała na sprawy społeczne i narodowe, na razie nie czując zagrożeń. Toteż mówienie, że naród wybrał PO jest wielką przesadą, to jedynie PO zdobyła władzę metodami socjotechnicznymi. To właśnie PO wyhodowała na własnym organizmie Ruch Palikota, wspierany przez część młodych wyborców. Tych zbałamuconych propagandowymi hasłami jak: "róbta co chceta", dostępem do narkotyków, aborcji, niszczeniem tradycji narodowych, zakłamywaniem historii, deprecjonowaniem moralności i etyki opartej na korzeniach chrześcijańskich. Walka z Kościołem, która przybiera ostatnio dawno niespotykane rozmiary, jak również niszczenie katolickich mediów, jest niczym innym, tylko przysłowiowym podcinaniem gałęzi, na której siedzimy.
I nie ma co ironizować i umniejszać znaczenia spotkań Polaków na Jasnej Górze. Niezależnie, czy pielgrzymi przychodzili w butach, czy boso, zawsze otrzymywali tam pocieszenie, wsparcie i wskazówkę na dalsze życie. Matka Boska Częstochowska nikogo nie pominęła z tych, którzy do Niej zechcieli przyjść. I całe szczęście, że się znajdują duchowi przywódcy i z tego miejsca mówią nam prawdę.
W historycznie trudnych dla Polski chwilach, w walce o suwerenność i w jej obronie, zawsze towarzyszyło nam hasło: "Bóg, Honor, Ojczyzna". Nic ono nie straciło na aktualności. Dzisiaj musimy je rozumieć następująco: "Brońmy Krzyża, brońmy honoru Polskiego Narodu, brońmy Polski Suwerennej". I w tym wymiarze bądźmy optymistami, że się uda. Trzymajmy się! Nie dajmy się!
Brunon Przewoźniak
# Aktualności
# Informacje
# Sport
|