OPOWIEŚCI TÓNY II cz. 2
Fragment powieści "Laptop Pana" Tadeusza Hładki
Lato 1250 r. p.n.e.,
Izraelici u podnóża góry Synaj
Około 600 000 mężów, kobiet i dzieci koczowało wraz z Mojżeszem u podnóża góry Synaj. Tam Pan przemówił do Mojżesza: Świat został stworzony przez wzgląd na Izrael, a potwierdzeniem jest ustanowienie Tory na Ziemi.
Następnie swym świetlistym palcem wypisał w kamieniu dziesięć przykazań i dał je swojemu słudze. Przekazał również 72 pouczenia, które Mojżesz po zejściu z góry Synaj spisał w Księdze, nazwanej przez potomnych Księgą Blasku, czyli Księgą Zohar. Podczas swej rozmowy z Panem Mojżesz otrzymał jeszcze coś bardzo cennego: pektorał napierśnik do zasięgania wyroczni z wyrytymi słowami:Urim i Tummim.
- Po po, po co da-da-dajesz mi, Panie, ten niezwykły napierśnik? - jąkając się, zapytał Mojżesz.
Rzekł Pan: - Twój brat, kapłan Aaron, syn Lewiego, będzie nosił imiona synów izraelskich wyryte na napierśniku do zasięgania wyroczni na swoim sercu, a kiedy będzie chciał poznać moją wolę, ta zostanie mu objawiona w Dniu Pojednania. W tym dniu Aaron może zbliżyć się w białych lnianych szatach kapłana przed ołtarz, jaki zbudujesz ku mojej czci. Przedtem jednak najstarszy każdego z dwunastu rodów, synów Jakuba, ma przyłożyć palec wskazujący do kamienia oznaczonego jego imieniem. Po dokonaniu tego i wypisaniu prośby na zwierciadle "Tummim", na zwierciadle "Urim" ukaże się moja odpowiedź.
Brak pieczęci na którymś z kamieni uniemożliwi kontakt ze mną.
722 r. p.n.e., Har Megido
Prorok Ozeasz ogłasza ludowi decyzję Pana, odczytaną na napierśniku Urim i Tummim: Oto wybieram was, Izraelitów, spośród ludów, pozbieram ze wszystkich stron świata, i poprowadzę do ich kraju. I uczynię was jednym ludem w kraju, na górach Izraela. Aby to się stało, najpierw rozpraszam Was pomiędzy wszystkie narody od krańca do krańca ziemi.
I nastał, zgodnie z przepowiednią Pana, po bitwie pod Har Megido, Armageddon. Asyryjczycy wygnali lud Izraela.
Dwa plemiona Beniamina i Judy pozostały na południu, a pozostałe dziesięć plemion, wywodzących się od synów Jakuba, ruszyło w dalszą wędrówkę, za budzącą grozę rzekę Sambation. Mówiło się, że rzeka toczyła w dni powszednie wartkie wody i kamienie jak domy, a w szabas zatrzymywała swój bieg, przez co Żydzi nie mogli wrócić do swego kraju, jako że w dzień święty nie wolno im było podróżować. Zatem konieczność zmusiła ich do dalszej wędrówki.
Jedno z plemion udało się do Persji, drugie do Indii, trzecie do Etiopii, a kolejne do miast Medów. Inne przez Himalaje i przepastne doliny Afganistanu wstąpiły w stepy ałtajskie; plemię Zabulona udało się do dalekiej Japonii, inne poszło dalej na północ i zmieszało się z Germanami. Jeszcze inne ruszyło do Afryki, do złotodajnego Ofirmu, skąd czerpano garściami złoto i diamenty.
Plemię wywodzące się od Neftalego utworzyło jeden naród z Hunami, a plemię pochodzące od Efraima połączyło się z Brytami.
Plemię wywodzące się od Rubena, najbardziej niesforne i nieposłuszne Panu, połączyło się ze Scytami, zwanymi później Słowianami. Tym samym krew Rubena zmieszała się z krwią Słowian.
SPISEK
Nad brzegiem Alstersee w Hamburgu ciągnie się willowa dzielnica, zamieszkana przez licznych milionerów posiadaczy linii żeglugowych, stoczni, nadbrzeży portowych oraz dziesiątek najważniejszych dla miasta firm spedycyjnych i przemysłowych. Jedną z takich willi, otoczoną niewielkim parkiem, zajmował niejaki baron dr Reinhard von Schrott, właściciel firmy Autobahn Crossing AG i współudziałowiec kilku przedsiębiorstw armatorskich. Właściwie powinno się pomijać tytuł barona, jako że zgodnie z konstytucją wszyscy obywatele republiki są równi względem siebie, a tytuły szlacheckie dawno temu straciły moc prawną. Co z tego, kiedy w Niemczech do dziś tysiąc "wybranych" z upodobaniem wszem i wobec prezentują swe arystokratyczne korzenie, wywodzące się jeszcze z czasów Karola Wielkiego, a nawet powołują się na koligacje z samym Zygfrydem Nibelungem.
We wspomnianej willi trwa dzisiejszego wieczoru nadzwyczajne zebranie mężczyzn, którzy w wielkiej tajemnicy przybyli z całego świata. Jest ich dokładnie 12 - tylu, ilu synów miał Jakub.
Na razie nikt nie wie, o czym dyskutują ci ludzie, bowiem wszystkich uczestników spotkania obowiązuje ścisła konspiracja i obowiązek zachowania tajemnicy pod groźbą wykluczenia z grupy, a nawet śmierci. Natomiast wiadomo, kim jest gospodarz tej posiadłości. Jego nazwisko brzmi baron Reinhard von Schrott, członek klubu "Błękitnokrwistych". Tak naprawdę baron posiada wątpliwe prawa uczestniczenia w owym prestiżowym klubie, gdyż ma tylko w połowie arystokratycznych rodziców. Jego tata, Hugo, tuż po I wojnie światowej początkowo był zwykłym Hugo, zwanym z racji uprawianego procederu "Schwarzlochem", ani bez dodatku "baron", ani "dr".
Mieszkał w Zagłębiu Ruhry, w niewielkiej wiosce Herbede w pobliżu Bochum, w ponurym familioku. Kilka lat po I wojnie światowej, gdy nastała wielka bieda, Europa była pogrążona w marazmie ekonomicznym. Właściciele hut i kopalń masowo popełniali samobójstwa, nie wytrzymując załamania finansowego. W tamtym czasie Hugo Schwarzloch zajmował się intratnym zajęciem polegającym na drążeniu dziur i wydobywaniu węgla z hałd przykopalnianych. Zapotrzebowanie na tani węgiel, zmieszany oczywiście z kamieniami, rosło, zmuszając Hugo do zakupu platformy z koniem. Dobra passa zmusiła go wkrótce do dalszego inwestowania. Po roku miał 12 platform i tyleż samo koni. Nie drążył już czarnych dziur w hałdach, lecz skupował od dawnych kamratów węgiel i dowoził go na chłonny rynek, głównie do Bochum. Hugo miał głowę nie od parady. Przewidywał, że bessa nie potrwa długo i nadejdą nowe czasy, których oznaką były organizowane coraz śmielej i częściej Falkenparaden pochody z pochodniami i wybijanie szyb w sklepach oznaczanych gwiazdą Dawida na Kortrumstrasse w Bochum.
Do władzy doszedł pewien niedoceniony przez krytyków artysta malarz, niejaki Adolf. Wówczas stało się to, co przyniosło Hugonowi splendory i bogactwo. Nadeszły czasy dla ludzi kreatywnych i, co najważniejsze, posiadających względne środki finansowe. Parweniusz mógł za psie pieniądze przejąć wszelkie dobra od Żydów: domy, pałace, huty, kopalnie i zakłady przemysłowe. Hugo wykorzystał okazję i stał się posiadaczem aż trzech kopalń, których byli właściciele zdążyli wyemigrować za granicę bądź przeprowadzili się do uroczej miejscowości, gdzie było świeże powietrze i widok na Alpy do Dachau.
Zapobiegliwie, za psi grosz, Hugo nabył również przynależny do owych kopalń tytuł barona, ot tak, na wszelki wypadek, a głównie po to, by ukryć swe żydowskie pochodzenie. Ten zakup okazał się dla niego w niedalekiej przyszłości nieoczekiwanym biletem wstępu na salony i nieopisanym źródłem szczęścia osobistego. Od tej pory droga życiowa Hugo stała się tak gładka, jak budowane z zapałem przez jego rodaków Autobahny. Specjalnie wymieniamy to słowo, "Autobahny", bowiem dalszy los Hugo nierozerwalnie związał się z budownictwem tych przedziwnych dróg.
Autostrady stały się oczkiem w głowie nowych władz III Rzeszy. Hugo miał dociekliwy umysł i choć niewykształcony, nie był prymitywem. Szybko pojął, skąd wieje wiatr. Sprzedał z zyskiem wszystkie swoje kopalnie i założył firmę, która zajęła się budową tak niezbędnych dla przyszłego losu III Rzeszy dróg dojazdowych.
W tym miejscu musimy sobie szczerze powiedzieć, że Hugo miał wielkie szczęście, iż nikt nie kazał mu jak dotąd pokazać obrzezanego członka. Gdyby pokazał, na pewno nie zostałby przemysłowcem, a jedynie pensjonariuszem wspomnianego alpejskiego kurortu. Szczęśliwy los rzucił go na obrzeża Rzeszy, do Królewca, gdzie rozpoczął prace nad połączeniem czteropasmową jezdnią Ostpreussen z Pommern, czyli Prus Wschodnich z Pomorzem. Na pewnym balu poznał pannę w wieku balzakowskim, prawdziwą arystokratkę o znanym w eleganckim świecie nazwisku, Judytę von Schrott.
Oczywiście celowo zmieniliśmy nazwisko tej damy, bowiem ze względów grzecznościowych nie wymawiamy znanej i zasłużonej dla rozwoju Wschodnich Prus nazwy junkierskiej rodziny. W każdym razie smętne resztki, jakie pozostały do dzisiaj po pałacu i majątku ziemskim położonym w obecnej Warmii, świadczą dobitnie o dawnej świetności tego rodu.
Z jej strony ożenek miał na celu podniesienie z ruin rodowego pałacu von Schrott. Z punktu widzenia Hugona Schwarzlocha mariaż z arystokratyczną i brzydką jak noc wybranką wzmacniał jego bezpieczeństwo osobiste, dawał dostęp do highlife`u w Królewcu oraz poparcie samego gauleitera. Prostackie obyczaje Hugo sprzężone ze starannym wychowaniem Judyty tworzyły szczególną mieszankę, która wycisnęła ślad na jedynym ich potomku, Reinhardzie. Długo oczekiwana latorośl dorastała głównie w otoczeniu matki, która zawsze z pogardą wyrażała się o swym mężu parweniuszu, choć jego, co by nie mówić, zapobiegliwość życiowa wnosiła w rodzinny dom dostatek, szacunek władz i strach ludzi, którzy mieli nieszczęście pracować pod jego kierownictwem. Niestety, nie budził szacunku również u swego dorastającego syna. Gdy Reinhard poszedł do szkoły podstawowej, już od pierwszej klasy stał się obiektem okrutnych żartów ze strony uboższych kolegów lub silniejszych od niego. Oni to zamiast "Schwarzloch", co oznacza "czarną dziurę", z upodobaniem przezywali go obelżywie "Arschloch", czyli "dziurą w dupie". Biedny Reinhard musiał toczyć przez kolejne lata bitwy, z reguły kończące się jego klęską.
cdn.
# pozostałe Kultura
# Aktualności
# Informacje
# Zaproszenia
# Wywiady
# Listy
# Sport
# Klub Podróżnika
|